pulpety drobiowe z kaszą manną, czyli refluks i produkty mięsne

Zgodnie z zapowiedzią w kolejnych postach będę zamieszczać informacje nt produktów, które Refluksyjni i inni pokarmowo cierpiący mogą spożywać oraz tych, których powinni unikać. Tak, jak już wspominałam, to nasze ciało jest najlepszym diagnostą i to, co nie służy jednej osobie, niekoniecznie musi szkodzić innej… To prawda, którą będę powtarzać.

Aż do znudzenia!

Na pierwszy ogień- produkty mięsne. Zdecydowanie dozwolone są drób bez skóry (kurczak, indyk), chuda wołowina i cielęcina, można również spokojnie pałaszować mięso z zająca, królika, a nawet dziczyznę. Unikamy natomiast wieprzowiny, baraniny, podrobów, kaczki i gęsi.

Jeśli chodzi o wędliny, polecane są oczywiście drobiowe i wołowe, ewentualnie parówki (tak, parówki!), o ile przygotowano je z drobiu lub cielęciny. Niestety, z diety wykluczamy tłuste wieprzowe wędliny, salami, moje ukochane kabanoski, parówki wieprzowe, konserwy i pasztety.

Ważne- w dozwolonej parówce powinno być przynajmniej 70% mięsa i 0% tzw MOM, czyli mięsa oddzielanego mechanicznie. I jeszcze jednak świętość-im krótszy skład, a w nim tajemniczych literek, które nam nic nie mówią, tym lepiej. I nieważne, czy chodzi o parówki czy jogurt. 

Moją dzisiejszą propozycję przygotowałam z drobiu. Muszę się przyznać, że jeszcze niedawno myśl o gotowanym mięsie przyprawiała mnie o mdłości. Obecnie coraz bardziej się do niego przekonuję. Okazuje się, że nie trzeba smażyć w panierce na głębokim tłuszczu, żeby przyrządzić smaczne i zdrowe danie. Sekret tkwi w przyprawach. O których innym razem:) Dziś wspomnę jedynie, że unikamy ostrości…

Droga przepisu na bloga: internety- pani dietetyk- ja- blog. Przepraszam, że pulpety na zdjęciu są nieostre- jakieś takie niefotogeniczne wyszły i trzeba było to zamaskować. Zaręczam za to, że są naprawdę smaczne:)

pulpety drobiowe zkasza mannaSkładniki (4 porcje- czyli dla 4 osób):

- 500 g mielonej piersi kurczaka (lub indyka);

- mały ząbek czosnku (jeśli ktoś może, bo mnie czosnek wykańcza;

dlatego w pulpetach używam koperku, a ostatnio nawet świeżej bazylii;

- 2 łyżki kaszy manny;

- jajko;

- sól, pieprz;

Z mięsa, kaszy, jajka i przypraw wyrobić jednolitą masę.

Jeśli chodzi o mielone mięso to najfajniej byłoby zmielić je w maszynce,

ewentualnie poprosić o zmielenie w dobrym sklepie mięsnym.

Ja maszynki nie posiadam, takiegoż sklepu jak dotąd nie znalazłam,

za to odkryłam, że mój robot kuchenny znacznie ułatwia mi przygotowanie tych pulpetów.

Wszystkie składniki po prostu wrzucam do tego szerokiego naczynia robota,

przekręcam wajchę i mam gotową masę mięsną:)

Z masy należy ulepić kulki, najlepiej wielkości orzecha włoskiego.

Jedna ważna uwaga- jeśli przygotowujecie pulpety z mięsa, które wcześniej było zamrożone,

dobrze byłoby po odmrożeniu osączyć je z wody.

Masa mięsna będzie wówczas bardziej zwarta,

a pulpety finalnie mogą lepiej prezentować się na talerzu.

Nie to, co u mnie:)

Kulki włożyć do wrzącej wody i gotować ok 15 min na wolnym ogniu.

Pulpety można podać np z ziemniakami- u mnie na zdjęciu z kaszą gryczaną niepaloną

i surówką z marchwi, jabłka, soku z cytryny i oliwy.

Smacznego.

refluksyjny krupnik

… Dawno, dawno temu żyła sobie Babeczka, która uwielbiała gotować (w sumie chyba bardziej zjadać to, co ugotowała:) Lubiła także karmić innych. Założyła więc bloga, żeby nie stracić przepisów na sprawdzone smakołyki. Ogromną przyjemność sprawiało jej kulinarne inspirowanie innych…

Niestety, na skutek Życiowych Turbulencji, na blogu pojawiła się… Pustka. Niedobre Turbulencje zepsuły bowiem Układ Pokarmowy Babeczki (dolegliwości jest tyle, że można napisać osobną bajeczkę) oraz przyczyniły się do Niedoczynności Tarczycy… A trzeba Wam wiedzieć, że Babeczce jeszcze dość daleko do Babci…

Po wizycie u Bardzo Niepomocnego Pana Gastrologa Babeczka postanowiła udać się do Ulubionej Dietetyczki, żeby pomogła jej ogarnąć żywienie, a przez to zapanować nad szczególnie dokuczliwym Refluksem Żołądkowo- Przełykowym i wcale nie lepszym Zapaleniem Żołądka. Po miesiącu wcielania w życie otrzymanych zaleceń Babeczka czuje się dużo lepiej…

I tak zbliżamy się do sedna sprawy- znalazłam informację o tym, że aż 40% mieszkańców krajów wysoko rozwiniętych cierpi z powodu objawów choroby refluksowej. To bez wątpienia sporo! Oczywiście refluks jest dla niektórych bardziej, a dla innych mniej uciążliwy. Zawsze jednak uciążliwy jest i nie da się temu zaprzeczyć. Jak zatem sobie z nim poradzić? W pierwszej kolejności należy pomyśleć o zmianie diety- naprawdę działa!

Na nowo- starym blogu (zmieniłam jego nazwę) chciałabym więc zamieszczać przepisy, które nie powinny nasilać objawów refluksowych. Napisałam nie powinny, gdyż najlepszym diagnostą tego, co możemy jeść, a czego lepiej się wystrzegać, będziemy dla siebie my sami. Refluks jest bowiem na tyle podstępny, że niektóre produkty dla jednych będą w niewielkich dawkach do przejścia, podczas gdy u innych wywołają stany wysoce paskudne. Ja np. musiałam całkowicie zrezygnować z ulubionego czosnku, gdyż sprawiał m.in. że kolorystycznie zbliżałam się do Shrecka, że o okropnym nawracaniu treści pokarmowej czy bólu żołądka nie wspomnę. W kolejnych wpisach postaram się oczywiście zamieścić orientacyjną listę produktów dozwolonych i niedozwolonych, zachęcałabym jednak przede wszystkich do wsłuchiwania się we własny organizm.

Mam nadzieję, że ten pomysł wypali… Wiem po sobie, jaka czułam się zagubiona po diagnozie- przyszłość kulinarna rysowała mi się w czarnych barwach. Teraz widzę, że nie musi być tak strasznie. Ale wymaga to pewnego wysiłku! Umówmy się więc, że ja się będę wysilać, a Wy perfidnie z moich doświadczeń korzystać:)

Na blogu znajdują się wciąż przepisy ze starego bloga- łatwo je rozpoznać po podpisie na zdjęciach: nienasycenie.blogująca.pl. Doszłam do wniosku, że poświęciłam na nie trzy lata i szkoda by mi było tak całkowicie zamknąć ten rozdział. Może się zresztą zdarzyć, że będę dla kogoś przygotowywać dania totalnie zakazane dla mnie- dla łatwiejszego różnicowania zamierzam wówczas podpisywać zdjęcia słowem nienasycenie.

Dziś zaczynam krupnikiem na podstawie przepisu otrzymanego od pani dietetyk- wg jej słów zaczerpniętego z czeluści internetu i odpowiednio zmodyfikowanego. Popularny niegdyś wśród ubogiej ludności krupnik jest niezwykle sycącą zupą, która doskonale sprawdzi się w roli dwudaniowego obiadu. Polecam.

Składniki (4 porcje):

- 3 łyżki drobnej kaszy jęczmiennej;

- 3 łyżki ryżu;

- ok 2 l wody;

- 2 duże udka z kurczaka;

- pół łyżeczki soli;

- 4 ziemniaki;

- marchewka;

- pietruszka;

- mała cebula;

- 3 kulki ziela angielskiego, liść laurowy, świeży koper;

Kaszę i ryż wypłukać w zimnej wodzie.

Wsypać do garnka, zalać wodą, dodać mięso i posolić.

Zagotować na większym ogniu, a następnie zmniejszyć nieco ogień,

wrzucić ziele angielskie i liść laurowy i gotować pod przykryciem ok 40 min.

Wyjąć mięso z zupy.

Do wywaru dodać obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki

oraz obrane i starte na dużych oczkach tarki marchewkę i pietruszkę.

Z cebuli usunąć liście i włożyć w całości do zupy

(to jedyny sposób na zawarcie cebuli w potrawie, z jaką radzi sobie mój organizm).

Całość gotować ok 20 min.

Na 5 min przed końcem gotowania dodać obrane ze skóry (skóra jest be!) i kości,

pokrojone na kawałki mięso kurczaka.

Gotową zupę posypać posiekanym świeżym koperkiem.

Smacznego.