21/2017 krem marchewkowy z masłem orzechowym

Gdy lato chce uciec szybciej niż powinno, nie ma innego wyjścia niż zacząć sezon na zupkowe rozgrzewanie.

Dzisiejszy krem to pomysł na sytuacje, kiedy w lodówce nie ma wiele więcej ponad światło i kilka zbłąkanych marchewek. Ma ciekawy słodko- orzechowy smak, zdecydowanie dla fanów masła orzechowego.

Przepis z jadłonomii.krem marchewkowy z masłem orzechowymSkładniki (na dwie porcje):

- ok 250 g marchwi;

- 1/2 cebula;

- kawałek imbiru o długości 1 cm;

- łyżka masła orzechowego;

- sól, pieprz;

- woda;

- łyżeczka oliwy wymieszana z łyżeczką masła;

- ewentualnie liście kolendry do posypania;

Marchew obrać i pokroić w talarki, cebulę pokroić w piórka.

W sporym garnku z grubym dnem rozgrzać oliwę i masło,

zeszklić najpierw cebulę, a następnie dodać marchew, masło orzechowe

oraz obrany i pokrojony imbir.

Całość wymieszać i dusić na małym ogniu przez około 10 minut.

Zalać wodą tak, aby dokładnie przykryła składniki.

Gotować przez kolejnych 10 min do momentu, aż wszystko zmięknie.

Zblendować zawartość garnka, doprawić i zamieszać.

Na koniec, w razie potrzeby, dodać więcej wody, aby zupa miała odpowiednią konsystencję.

Można posypać posypaną świeżą kolendrą. Albo nie:)

Smacznego.

16/2017 krem selerowo-pietruszkowy z orzechowym pistou

Kiedy na dworze pada deszcz (a u mnie właśnie pada) i jakoś trudno uwierzyć w to, że jest środek lata (oj, trudno…) warto pomyśleć o…zupie. Wprawdzie to jesienią bardziej potrzebujemy jej rozgrzewającej mocy, ale cóż zrobić, kiedy pogoda nie rozpieszcza?

Proponowany przeze mnie dzisiaj krem jest rewelacyjny, zwłaszcza dla wielbicieli selera, do których zdecydowanie się zaliczam. Seler jest niskokaloryczny i zawiera całe mnóstwo witamin. Ma najwięcej fosforu wśród warzyw korzeniowych, dużo wapnia, potasu i cynku, a także nieco magnezu i żelaza.

No i ten smak…Uwielbiam!

W połączeniu z pietruszką i orzechowym pistou (to takie jakby pesto, ale bez sera) smakuje naprawdę wybornie.

Przepis od Jamie’go O. :)

krem seler pietruszka z orzechowym pistouSkładniki:

- pól selera;

- 2 spore korzenie pietruszki;

- spora łyżka masła klarowanego;

- sól, pieprz, curry;

-oliwa z oliwek do podania;

ORZECHOWE PISTOU:

- 40 ml oliwy z oliwek;

- garść prażonych na suchej patelni orzechów włoskich;

- sok i skórka z połowy cytryny;

- świeże zioła (np pietruszka, estragon, szczypior);

- sól, pieprz;

Seler i pietruszkę obrać, pokroić na niewielkie kawałki.

W garnku rozgrzać łyżkę masła, wrzucić seler i pietruszkę, podsmażać ok 5-7min.

Zalać litrem wrzątku, doprawić solą, pieprzem i curry (nie podaję ilości przypraw,

bo chodzi o to, aby smakowało smakującemu:)

Gotować aż do miękkości warzyw, przestudzić.

Zmiksować na gładko. Jeśli krem będzie się wydawał za rzadki,

dodać trochę wody i ponownie zmiksować.

Przygotować pistou, miksując ww składniki na gładko.

Krem rozlać do miseczek, nałożyć po łyżce pistou, skropić oliwą, posypać pieprzem.

Smacznego.

nie wiem, co na obiad, czyli szybki krem marchewkowo- kukurydziany

Ten krem to fajna propozycja, jeśli nie mamy pomysłu na obiad, a chcemy, żeby było szybko i rozgrzewająco. Potrzebujemy jedynie puszki kukurydzy i kilku zabłąkanych w kuchni marchewek. Przygotowanie zupy trwa naprawdę krótko i wymaga minimalnego wysiłku.

No po prostu same plusy:)

Jeśli chodzi o użycie kukurydzy, która potencjalnie może szkodzić przy dolegliwościach refluksowych, zauważyłam, że niewielkie jej ilości nie przeszkadzają mojemu problematycznemu układowi pokarmowemu. Ale sprawdźcie, jak podziała na Wasze układziochy:)

zupa kukurydziano marchewkowaSkładniki (na 2 porcje):

- 3 małe marchewki;

- puszka kukurydzy;

- pół czerwonej cebuli;

- ok litra wody (lub, jeśli chcemy, żeby krem był bardziej gęsty, mniejsza jej ilość);

- sól, pieprz, curry, kurkuma;

- oliwa;

- pół kostki bulionu warzywnego (opcjonalnie!

ja nie używam dodatkowego tłuszczu, jeśli podsmażam cebulę na oliwie);

- uprażone na suchej patelni orzechy ziemne (może też być słonecznik);

Marchewki obrać, pokroić w kostkę.

Rozgrzać w garnku oliwę, zeszklić na niej pokrojoną w piórka cebulę.

Do cebuli dodać marchewkę oraz osączoną kukurydzę.

Doprawić solą i pieprzem, zalać wodą.

Gotować do miękkości marchewki.

Całość doprawić curry i kurkumą, lekko przestudzić i zblendować.

Podawać z prażonymi orzechami lub słonecznikiem.

Smacznego.

prosty krem dyniowy z prażonym słonecznikiem i siemieniem lnianym

Jej wysokość DYNIA zagościła w końcu i w mojej kuchni. Całą sobotę zajęło mi rozprawienie się z nią, ale dzięki temu w zamrażarce mam po kilka porcji puree dyniowego oraz dyni w kostkach, które czekają na swoją odsłonę…

Tymczasem proponuję Wam prostą zupę dyniową. Potrzeba zaledwie czterech składników, aby wyczarować jesień na talerzu. Polecam!

zupa dyniowaSkładniki (na dwie porcje):

- 1 1/2 szklanki pokrojonej w kostkę dyni;

- marchewka;

- czerwona cebula;

- litr wywaru warzywnego (u mnie na ekologicznej kostce);

- sól;

- curry i chilli w proszku (u mnie przyprawa, którą dostałam z Dubaju);

- łyżeczka masła klarowanego;

Marchewkę i cebulę obrać, pokroić byle jak- i tak będą ostatecznie blendowane.

Rozgrzać masło w garnku, wrzucić marchew, dynię i cebulę, podsmażać ok 3 min, zamieszać. 

Zalać wywarem warzywnym, posolić.

Gotować do miękkości warzyw, przestudzić.

Zawartość garnka zblendować na gładki krem.

Podgrzać i przyprawić curry oraz chilli- ilość wg uznania.

Podawać z prażonym słonecznikiem i siemieniem lnianym, uprażonymi na suchej patelni

(pamiętajcie prażąc siemię, żeby przykryć patelnie pokrywką, bo strzela!).

Smacznego.

zupa jaglana z wołowiną, zwana również gołąbkową:)

Sezon na „zimno mi w stópki” i ciepłą herbatkę oficjalnie uznaję za otwarty! Owszem, nie przepadam za upałami, ale coś mało lata było tego lata…

Można rozgrzewać się ulubioną herbatką, a można zupą. Ta proponowana przeze mnie smakuje trochę jak gołąbki, a że zdecydowanie jestem gołąbkożercą, to naprawdę polecam!

Przepis znaleziony hen, w internetach:)

zupa gołąbkiSkładniki (4 porcje):

- 2 l wody;

- 100 g kaszy jaglanej (przed ugotowaniem);

- mała cebula;

- mała marchewka;

- 200 g mielonej wołowiny;

- 1/3 główki poszatkowanej kapusty pekińskiej;

- 2 łyżki oleju;

- łyżka oleju do wołowiny;

- sól, pieprz;

- łyżka posiekanej natki pietruszki;

Kaszę wsypać do sita, opłukać wodą, osączyć.

Posiekaną drobno cebulkę zeszklić na rozgrzanym oleju.

Dodać kaszę. Mieszając smażyć mniej więcej 4 min.

Wlać wodę, dodać pokrojoną w talarki marchewkę.

Gotować na małym ogniu pod przykryciem ok 15 min.

W międzyczasie na łyżce oleju zrumienić wołowinę. Mięso doprawić do smaku solą i pieprzem,

a następnie dodać do gotującej się zupy.

Kapustę poszatkować i dodać do bulionu z kaszą jaglaną i mięsem.

Wszystko gotować na wolnym ogniu ok 20 min.

Doprawić solą i pieprzem wg potrzeb, posypać natką pietruszki.

Smacznego.

zielone gazpacho, czyli obiad na upały

No i co było złego w niższych temperaturach, że musiały sobie pójść? Mam chyba psychiczną alergię na słońce, bo gdy na dworze robi się gorąco, najchętniej nie wychodziłabym z domu. Zjadanie ciepłych posiłków w upalne dni też raczej nie wchodzi w grę, a mimo to do tej pory raczej unikałam chłodników. Niesłusznie!

W zupie, którą dziś proponuję, większość składników jest dla mnie bezpieczna. Bałam się jedynie papryki, ale mój organizm całkiem dobrze sobie z nią poradził:) Wy też nie rezygnujcie i próbujcie:)

Przepis z internetów:)

zielone gaspachoSkładniki (4 porcje):

- duża zielona papryka, posiekana;

- ogórek gruntowy, obrany i posiekany;

- dojrzałe awokado, obrane i przekrojone na pół;

- posiekana mała cebulka;

- 2 łyżki natki pietruszki;

- 600 ml wywaru warzywnego- choć wydaje mi się, że powinno być mniej, nawet o połowę

(ale to mój pierwszy w życiu chłodnik, więc nie wiem, jaka powinna być jego konsystencja);

- łyżka octu jabłkowego;

- 3 łyżki oliwy z oliwek;

- kawałek ryby- u mnie był to mintaj, ugotowany na parze i posypany ziołami,

ludzie bez moich problemów mogą użyć wędzonego łososia;

- sól, pieprz;

- można też dodać 1/2 wyciśniętego ząbka czosnku;

Paprykę, ogórka, awokado, cebulkę i natkę pietruszki (oraz czosnek, jeśli używacie)

włożyć do miksera.

Wlać wywar, ocet i oliwę, doprawić solą i pieprzem, zmiksować.

Schłodzić i podawać lub przykryć i przechowywać w lodówce.

Przed podaniem nalać do miseczek. Do każdej dodać pokrojoną w paseczki rybę.

Smacznego.

kokosowy krem z buraka z dodatkiem suszonych pomidorów

Uwielbiam buraki. Nie jem ich zbyt często, bo jako leniwiec kulinarny nie przepadam za jedzeniem, na które muszę długo czekać. Dlatego moje spotkania z burakiem na ogół wyglądają tak, że nawet jeśli do dania potrzebuję dwóch sztuk tego warzywa, to gotuję lub piekę od razu cały kg, a potem zamrażam. Polecam ten sposób na oszczędzenie czasu w kuchni!

Czy jako refluksyjni możemy je jeść? Jeśli w określeniu produktów dozwolonych i zakazanych będziecie się posiłkować misterem Google to zauważycie, że buraki znajdują się raz po jasnej, a raz po ciemnej stronie mocy. Co w takiej sytuacji zrobić? Spróbować! Tak, jak już wspominałam (i na pewno będę do tego wracać) jedną z najważniejszych zasad dietetycznych osób z problemami ze strony układu pokarmowego powinno stać się słuchanie własnego organizmu. Mój na szczęście chociaż w tym zakresie współpracuje z moimi preferencjami kulinarnymi:)

Nie szaleję natomiast za mlekiem kokosowym. Muszę jednak przyznać, że w połączeniu z burakiem i pomidorkami suszonymi (uwaga! nie dawajcie ich za dużo, bo lubią się odbijać!) smakuje mi bardzo:)

Przepis z bloga kulinarnezapiskiolki.

krem burakczanySkładniki:

- 1/2 kg buraków;

- 3 kawałki suszonych pomidorów;

- pół czerwonej cebuli;

- 800 ml wywaru z warzyw;

- 200 ml mleczka kokosowego;

- płatki migdałów;

- sól, pieprz;

- łyżeczka soku z cytryny;

- olej lub oliwa z oliwek;

Poddusić na oliwie pokrojoną w plasterki cebulę.

Po 10 minutach dodać pokrojone buraki i odsączone pomidory.

Dusić razem ok. 15 minut.

Całość zalać wywarem, gotować do miękkości buraków.  

Dodać sok z cytryny, doprawić solą i pieprzem.

Wlać mleczko kokosowe, całość zmiksować na krem.

Posypać płatkami migdałów uprażonymi na suchej patelni.

Smacznego.

refluksyjny krupnik

… Dawno, dawno temu żyła sobie Babeczka, która uwielbiała gotować (w sumie chyba bardziej zjadać to, co ugotowała:) Lubiła także karmić innych. Założyła więc bloga, żeby nie stracić przepisów na sprawdzone smakołyki. Ogromną przyjemność sprawiało jej kulinarne inspirowanie innych…

Niestety, na skutek Życiowych Turbulencji, na blogu pojawiła się… Pustka. Niedobre Turbulencje zepsuły bowiem Układ Pokarmowy Babeczki (dolegliwości jest tyle, że można napisać osobną bajeczkę) oraz przyczyniły się do Niedoczynności Tarczycy… A trzeba Wam wiedzieć, że Babeczce jeszcze dość daleko do Babci…

Po wizycie u Bardzo Niepomocnego Pana Gastrologa Babeczka postanowiła udać się do Ulubionej Dietetyczki, żeby pomogła jej ogarnąć żywienie, a przez to zapanować nad szczególnie dokuczliwym Refluksem Żołądkowo- Przełykowym i wcale nie lepszym Zapaleniem Żołądka. Po miesiącu wcielania w życie otrzymanych zaleceń Babeczka czuje się dużo lepiej…

I tak zbliżamy się do sedna sprawy- znalazłam informację o tym, że aż 40% mieszkańców krajów wysoko rozwiniętych cierpi z powodu objawów choroby refluksowej. To bez wątpienia sporo! Oczywiście refluks jest dla niektórych bardziej, a dla innych mniej uciążliwy. Zawsze jednak uciążliwy jest i nie da się temu zaprzeczyć. Jak zatem sobie z nim poradzić? W pierwszej kolejności należy pomyśleć o zmianie diety- naprawdę działa!

Na nowo- starym blogu (zmieniłam jego nazwę) chciałabym więc zamieszczać przepisy, które nie powinny nasilać objawów refluksowych. Napisałam nie powinny, gdyż najlepszym diagnostą tego, co możemy jeść, a czego lepiej się wystrzegać, będziemy dla siebie my sami. Refluks jest bowiem na tyle podstępny, że niektóre produkty dla jednych będą w niewielkich dawkach do przejścia, podczas gdy u innych wywołają stany wysoce paskudne. Ja np. musiałam całkowicie zrezygnować z ulubionego czosnku, gdyż sprawiał m.in. że kolorystycznie zbliżałam się do Shrecka, że o okropnym nawracaniu treści pokarmowej czy bólu żołądka nie wspomnę. W kolejnych wpisach postaram się oczywiście zamieścić orientacyjną listę produktów dozwolonych i niedozwolonych, zachęcałabym jednak przede wszystkich do wsłuchiwania się we własny organizm.

Mam nadzieję, że ten pomysł wypali… Wiem po sobie, jaka czułam się zagubiona po diagnozie- przyszłość kulinarna rysowała mi się w czarnych barwach. Teraz widzę, że nie musi być tak strasznie. Ale wymaga to pewnego wysiłku! Umówmy się więc, że ja się będę wysilać, a Wy perfidnie z moich doświadczeń korzystać:)

Na blogu znajdują się wciąż przepisy ze starego bloga- łatwo je rozpoznać po podpisie na zdjęciach: nienasycenie.blogująca.pl. Doszłam do wniosku, że poświęciłam na nie trzy lata i szkoda by mi było tak całkowicie zamknąć ten rozdział. Może się zresztą zdarzyć, że będę dla kogoś przygotowywać dania totalnie zakazane dla mnie- dla łatwiejszego różnicowania zamierzam wówczas podpisywać zdjęcia słowem nienasycenie.

Dziś zaczynam krupnikiem na podstawie przepisu otrzymanego od pani dietetyk- wg jej słów zaczerpniętego z czeluści internetu i odpowiednio zmodyfikowanego. Popularny niegdyś wśród ubogiej ludności krupnik jest niezwykle sycącą zupą, która doskonale sprawdzi się w roli dwudaniowego obiadu. Polecam.

Składniki (4 porcje):

- 3 łyżki drobnej kaszy jęczmiennej;

- 3 łyżki ryżu;

- ok 2 l wody;

- 2 duże udka z kurczaka;

- pół łyżeczki soli;

- 4 ziemniaki;

- marchewka;

- pietruszka;

- mała cebula;

- 3 kulki ziela angielskiego, liść laurowy, świeży koper;

Kaszę i ryż wypłukać w zimnej wodzie.

Wsypać do garnka, zalać wodą, dodać mięso i posolić.

Zagotować na większym ogniu, a następnie zmniejszyć nieco ogień,

wrzucić ziele angielskie i liść laurowy i gotować pod przykryciem ok 40 min.

Wyjąć mięso z zupy.

Do wywaru dodać obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki

oraz obrane i starte na dużych oczkach tarki marchewkę i pietruszkę.

Z cebuli usunąć liście i włożyć w całości do zupy

(to jedyny sposób na zawarcie cebuli w potrawie, z jaką radzi sobie mój organizm).

Całość gotować ok 20 min.

Na 5 min przed końcem gotowania dodać obrane ze skóry (skóra jest be!) i kości,

pokrojone na kawałki mięso kurczaka.

Gotową zupę posypać posiekanym świeżym koperkiem.

Smacznego.

krem porowo- ziemniaczany z prażonym słonecznikiem

Zauważyłam, że od jakiegoś czasu nie przyrządzam innych zup niż kremy. Kiedyś nie byłam w stanie przełknąć tak gęstej zupy, smakowały mi jedynie te, które miały konsystencję jak najbardziej zbliżoną do wody. Ech, jak to się w życiu zmienia.

Dziś polecam bardzo prosty i bardzo smaczny krem. Jego dodatkową zaletą jest niski koszt składników. Nic, tylko zrobić:)

Składniki:

- por;

- 3 ziemniaki (można dodać więcej lub mniej w zależności od tego, jak gęsta ma być zupa);

- masło;

- kostka warzywna;

- litr wody;

- sól, pieprz, papryka w proszku- słodka i ostra;

- uprażony na suchej patelni słonecznik;

Pora oczyścić, pokroić. Zeszklić na maśle.

Dodać pokrojone w kostkę ziemniaki,

chwilę razem podsmażać.

Zalać wrzątkiem, dodać kostkę warzywną

(można oczywiście przygotować wywar warzywny, ale ja jestem leń;

i tak dobrze, że dbam o to, żeby kostki były ze sklepu ze zdrową żywnością);

Całość gotować do miękkości ziemniaków.

Przestudzić zupę, a następnie zblendować ją na gładko.

Krem ponownie podgrzać, a następnie przyprawić wg własnego uznania.

Posypać uprażonym na suchej patelni słonecznikiem.

Smacznego.

co zrobić z tym ustrojstwem, czyli dwie zupy kremy z selerem naciowym

„Co można zrobić z tym ustrojstwem” – takie właśnie pytanie usłyszałam kiedyś od koleżanki.                    No bo ile selera naciowego można zjeść na surowo? Wszystko ma swoje granice, więc jeśli ktoś próbował wykorzystać seler naciowy w inny sposób, warto z pomysłu takiego ktosia skorzystać.

Dawno mnie tu nie było… Pozostając w temacie ustrojstw wszelakich- przez ostatni tydzień walczyłam z jednym z najgorszych ustrojstw, jakie spotykają nauczyciela w jego pracy zawodowej- pisałam sprawozdanie ze stażu na nauczyciela mianowanego. Bleeee… Już prawie finiszuję, więc myślę, że na blogu będzie mnie więcej.

Krem z selerem naciowym pierwszy- pomidorowy:

Przepis z jednego z moich ulubionych blogów: szalona marchewka

Składniki:

- 3 puszki krojonych pomidorów;

- 5 gałązek selera naciowego;

- cebula;

- 3 ząbki czosnku;

- gałązka świeżego rozmarynu;

- łyżeczka czerwonej ostrej papryki;

- łyżeczka słodkiej czerwonej papryki;

- łyżeczka pieprzu ziołowego;

- łyżka suszonej bazylii;

Cebulę pokroić i podsmażyć chwilę na łyżce oliwy.

Dodać umyty, świeży rozmaryn oraz wyciśnięte ząbki czosnku. Mieszać, by nie przypalić składników, dodać odrobinę wody, jeśli będzie taka potrzeba.

Następnie dodać pomidory z puszki i pokrojony seler naciowy.

Gotować zupę do miękkości selera i przyprawić.

Zblendować na krem. Przystroić odrobiną kiełków (u mnie moje ostatnie odkrycie- kiełki z pora).

Krem z selerem naciowym drugi- z marchewką:

krem marchewka seler naciowySkładniki:

- 3 spore marchewki;

- 5 łodyg selera;

- cebula;

- oliwa- u mnie smakowa z chilli- ilość raczej ostrożna, bo oliwa jest naprawdę ostrrrra;)

- łyżeczka margaryny w płynie;

- szczypta soli;

Obraną cebulę pokroić w piórka, podsmażyć na rozgrzanej na patelni mieszance oliwy i margaryny w płynie.

Dodać obraną i pokrojoną na kawałki marchewkę oraz pozbawiony- na tyle, na ile się da- włókien seler.

Gotować do miękkości warzyw.

Zblendować całość na gładką zupę.

Smacznego.